ZIMNV tworzy taneczne gitarowe kompozycje skąpane w warstwie przestrzennych syntezatorów i energetycznych partii perkusyjnych. Za ciepłym, kojącym głosem wokalisty i pozornie prostymi tekstami można znaleźć liczne nawiązania do popkultury i podwójne dna. Te zespół zawarł zarówno w swoim pierwszym mix-tapie „Kto?” z 2018, jak i na debiutanckiej płycie „Ślady czereśni”, która miała swoją premierę 16 maja tego roku. "Ślady Czereśni” to nostalgiczne acz energetyczne wspomnienie lat 90. i przebłysk scen z analogowych wakacji w dzisiejszym cyfrowym świecie. O płycie z członkami zespołu (Kuba Zimny – teksty i wokal; Marcin Godek – gitary i bas; Mat Tomasik – perkusja, bity, backing wokal) rozmawiamy na parę dni po jej premierze. 

Skąd muzyka wzięła się w Waszym życiu, bo przecież na co dzień zajmujecie się czym innym.

Kuba: Muzyka to jest coś, co byśmy chcieli robić zawodowo. Póki co musimy to jednak jakoś rozpędzić. Obecnie każdy z nas zajmuje się czymś nieco innym.  Czasami to jest bliżej muzyki, czasami dalej. Ja np. jestem specjalistą SEO. Muzyka jest jednak na pewno tym, co nas łączy, scala i czemu chcielibyśmy się w pełni poświęcić w przyszłości.

Mateusz:  U mnie muzyka, sztuka, kultura a nawet show-biznes zawsze były obecne w życiu i tak się składa, że dobraliśmy się w tym naszym trio tak, że na dobrą sprawę każdy z nas robi coś związanego z muzyką. Założenie zespołu razem było zatem dość naturalną koleją rzeczy.

No waśnie. I powstał zespół ZIMNV. Ale nazwa zespołu wzięła się od nazwisk wokalisty, Kuby Zimnego. Reszta członków zespołu nie ma z tym problemu?

Mateusz: Ja się nawet cieszę, że tak wyszło. Ten zabieg był totalnie świadomy, choć z racji na ten wybór sporo komunikatów o zespole jest skupionych właśnie na Kubie, a nie kolektywnie muzycznym jako takim. Zdajemy sobie jednak sprawę, jakie są tendencje na rynku – niejednokrotnie łatwiej jest rozmawiać o projekcie muzycznym w kontekście jednej osoby, choć od razu zaznaczam, że w naszym zespole panuje pełna demokracja. Swoją drogą, bardzo dobrze nam się pracuje pod tą gorącą nazwą (śmiech).

Jak byście określili swoją muzykę? Dla mnie jest to mieszkanka popu, rocka, disco i rapu. Dobrze to interpretuję? W tę stronę chcecie iść?

Kuba: Mówiąc szczerze, póki co zdania są jeszcze podzielone. Ja słucham dużo artystów rapowych, co pewnie słychać w naszej muzyce, szczególnie w kawałku „Chciałbym być znany na starość”, który oparty jest na twórczości rapera Holaka. Ta piosenka dość bezpośrednio nawiązuje do jego tekstów i wykorzystuje sample jego poprzedniego zespołu. Abstrahując jednak tylko od tego kawałka, nie ukrywam, że chciałbym, żeby przynajmniej część naszych utworów miała taki właśnie rapowy vibe. Co nie znaczy, że sam czuję się raperem.

A kogo, poza Holakiem właśnie, poczytujecie za swoich idoli muzycznych? W informacji prasowej o swojej formacji piszecie, że szczególnie inspirujecie się twórczością takich zespołów i artystów jak Kumka Olik, Kombajn do zbierania kur po wioskach, Grzegorz Ciechowski czy Marek Grechuta.

Kuba: Może nie są to nasi ulubieni artyści, ale przy pracy nad naszym pierwszym mix-tapem „Kto?” uznaliśmy, że skupimy się na artystach, którzy już nie grają albo zespołach które się rozwiązały.  Jeśli chodzi zaś o nasz pierwszy album „Ślady Czereśni” to raczej nie wspomniałbym o tych artystach. Jeśli chodzi zaś o naszych faktycznych idoli to w moim przypadku na pewno The 1975 i Frank Ocean.

Marcin: Ja dorzuciłbym Coldplay. Na pewno z racji na przestrzenne gitary, które mimowolnie jakoś się w naszym albumie przewijają. Do mnie zawsze trafiała ta twórczość i chciałem ją na naszej płycie przemycić. Z racji właśnie na gitary i  chwytliwe melodie ich piosenek.

Mateusz: Z moich bieżących inspiracji nie mogę nie wspomnieć o The White Lies, których obecnie słucham. Lubię też wracać do Florence and the Machine. Choć to, jak gram w zespole i jaką muzykę w nim przemycam, jest wypadkową wielu stylów muzycznych, których sam słucham i którymi się inspiruję.

Kiedy słuchałem niektórych Waszych kawałków, to co mnie najbardziej w nich zaskoczyło, to zestawienie dość radosnych melodii z trudnymi i smutnymi często tematami, które poruszacie: ciężkie rozstania, nieszczęśliwe miłości, a nawet śmierć. Skąd pomysł na taki clash melodii i treści? Jak się pracuje nad takimi utworami?

Kuba: To chyba się bierze z tego, że zdecydowanie łatwiej jest pisać smutne teksty i kompozycje. Najczęściej to ja jestem odpowiedzialny za teksty, a sam najchętniej słucham albo bardzo wesołej albo mocno przygnębiającej muzyki. Ciężko jest mi coś znaleźć po środku. Chcieliśmy stworzyć coś, co połączy te dwa dość odległe sobie żywioły.

O czym chce mówić w swojej muzyce? Poza tym, o czym już wspomnieliśmy?

Mateusz: Podoba mi się sposób, w jaki Kuba określił kiedyś nasz dotychczasowy materiał. Opisał go jako „kompot z dziecięcych wspomnień”. Jeśli chodzi o nasz album „Ślady Czereśni” to mówimy w nim faktycznie o wspomnieniach z naszego dzieciństwa. Ja sam miałem czereśnie w sadzie jako dziecko i to właśnie one wpisują mi się w letni krajobraz sprzed lat. Wychowaliśmy się w latach 90. więc też nostalgicznie wracamy do tego czasu. A w jaki kierunku to dalej pójdzie? Przekonamy się pewnie już podczas prac nad kolejnym albumem.

Póki co jednak na rynku Wasz pierwszy krążek „Ślady Czereśni”. Co konkretnie na nim znajdziemy?

Kuba: Ta płyta jest o wspomnieniach z dzieciństwie, o wspomnianej już nostalgii, ale też o pokazywaniu dorosłego życia przez kalkę dziecięcego umysłu. I o Wrześni, z której ja pochodzę. Stąd też kawałek pod takim właśnie tytułem.

Mateusz: Dla nas to także odbicie pierwszego kryzysu wieku średniego, który już zaczyna nas dotykać (śmiech).

Bez przesady! Patrząc na Was zgaduję, że jesteście w najlepszym momencie swojego dorosłego życia. Macie między 25 a 30 lat, a to dobry moment, żeby już jakoś się określić i zdefiniować. Co chłopaków, a raczej młodych mężczyzn w tym wieku zajmuje w życiu na co dzień?

Kuba: Ja jestem ostatnio coraz bardziej zaniepokojony tym, w jakim świecie żyjemy: poczynając od polityki, na ekologii kończąc. Coraz ciężej jest mi ostatnio znaleźć ten balans, żeby radzić sobie w życiu i grać zgodnie z jego zasadami, a jednocześnie być w zgodzie ze swoją naturą i nie krzywdzić Ziemi, zwierząt i drugiego człowieka.

Mateusz: Przede mną duże wyzwania innej natury. Mam 30 lat, rozkręcam firmę, a na dodatek już niedługo po raz pierwszy zostanę ojcem. Ten rok jest zatem totalnie przełomowy, z jednej strony mnie to przeraża, a z drugiej strony szalenie ekscytuje. W sumie jednak cieszę się, że to wszystko dzieje się obok. Dzięki temu będę w stanie – mam nadzieję – pokazać mojej córce, że można żyć z pasją, a jednocześnie w zgodzie ze samym sobą.

Marcin: Jestem najmłodszy w zespole. Póki co nie zetknąłem się z takimi życiowymi wyzwaniami jak koledzy. Jak większość ludzi w moim wieku, którzy niedawno skończyli studia, zastanawiam się, co robić dalej. Zawsze w moim życiu ogromną rolę grała pasja. Muzyka była obecna w moim życiu od dziecka. W tej chwili próbuję połączyć mój zawód reżysera dźwięku z pracą i muzyczną zajawką. Mam nadzieję, że praca przy formacji ZIMNV mi w tym pomoże.

A plany na przyszłość?

Mateusz: Za każdym razem kiedy rozmawiamy razem o przyszłości, dochodzimy do takiej konkluzji, że chcielibyśmy, żeby coś cennego i ciekawego po nas zostało. Nie tylko w pamiątkach rodzinnych, ale i ogólnie w życiu, w świecie, w kosmosie. Wygląda na to, że mix-take „Kto?” i płyta „Ślady czereśni” są tego dobrym początkiem.